Koniec roku sprzyja podsumowaniom i rankingom. Żeby jednak nie powielać schematów, ja postaram się rozliczyć wizjonerów z ich marzeń na 2010. Zobaczmy czego spodziewaliśmy się po mijającym roku? Co miało zrewolucjonizować nasze życie? Ile z tego udało się osiągnąć? Kto był „czarnym koniem”, a kto budował zamki na piasku?
Część z Was zapewne już zaczytuje się w wizjonerskich pomysłach na rok 2011. Czy telewizja 3D wyprze tradycyjną? Czy ktoś dogoni iPhona? Czy model przetwarzania danym oparty o chmury obliczeniowe się sprawdzi?
Jak było?
Rok temu zaczynaliśmy od sporej liczby gadżetów dla amatorów fotografii. Nikon chwalił się aparatem z wbudowanym mini projektorem (Nikon S1000PJ), a FujiFilm jeszcze przed początkiem roku zaprezentował swój aparat 3D, model Real 3D W1 wyposażony w 2 niezależne obiektywy i oprogramowanie, które z dwóch obrazów robiło jeden, trójwymiarowy. Dokupienie specjalnej cyfrowej ramki pozwala nawet na cieszenie się efektem 3D bez specjalnych okularów.
Pomysły te, choć wpisywały się w nowe trendy, nie sprawdziły się. Idea wbudowania projektora w aparat cyfrowy jeszcze przez jakiś czas nie zrewolucjonizuje naszego życia. Obraz o przekątnej 10 cali i jasności 10 lumenów nie zagraża stabilnej pozycji ekranów LCD. Natomiast technologia 3D rozczarowała niską jakością i wydajnością. Jednak, jak wszyscy wiemy, to nie fotografia jest oczkiem w głowie najwytrwalszych badaczy nowinek.
W tym wypadku gadżetem roku mogło zostać kolejne urządzenie oferowane w kategorii „czytnik e-booków”, czyli iPad firmy Apple. Jak przy każdej premierze czy reedycji któregokolwiek z produktów tej firmy, spece od marketingu zrobili wiele, aby na długo przed premierą mówiło się o nich wszędzie. Choć tak naprawdę trudno stwierdzić jednoznacznie czym iPad zasłużył się w minionym roku, aby uznać go za produkt A.D. 2010.
Rozwój czytników był jednym z kursów, które obrano w zeszłym roku, jednak nie tak silnym jak próba wejścia kilku ważnych graczy na rynek urządzeń mobilnych, które w zamierzchłych czasach zwykliśmy określać mianem telefonów komórkowych. Niestety, spektakularnych sukcesów tutaj nie odnotowaliśmy. Nexus One firmy Google rozczarował na tyle, że producent sam wycofał swój produkt po zaledwie kilku miesiącach dystrybucji. Nie udał się powrót marki Palm na szczyty i Microsoft z modelem Kin również nie odniósł sukcesu.
Kilka niepowodzeń zanotował też Google. Oprócz wspomnianego Nexusa, kompletnym niewypałem okazały się Google Wave (osobiście bardzo liczyłem na tę aplikację), Buzz (wróżono jej sukces na miarę Facebooka) czy Google TV. W przypadku tego ostatniego produktu możliwość darmowego i łatwego nadawania na żywo dobrej jakości przekazu wideo mogło być doskonałym bodźcem do popularyzacji webcastów. Widocznie jeszcze na to za wcześnie.
Co w webcastach?
Rok ten nie był zmarnowany przez producentów oprogramowania do spotkań on-line. Nie faworyzując nikogo trzeba przyznać, że eksperci e-learningu i nowoczesnych technologii mieli co testować. Nie zauważyłem wielkiego ruchu jeśli chodzi o ceny, ale wciąż powstają nowe aplikacje i część z nich rzeczywiście jest funkcjonalna na wysokim poziomie.
Rok temu sam miałem wrażenie, że w grudniu 2010 będziemy dalej jeśli chodzi o popularyzację tej formy nauki i komunikacji, jednak – co najważniejsze – jesteśmy zdecydowanie „na fali”, a fala ta rośnie z każdym miesiącem.
Czego sobie życzyć?
Pewnie tego, abyśmy i w tym roku mieli co robić. Aby pojawiały się liczne tematy do dyskusji, a półki sklepów zapełniały nowinkami.





Witaj, „w webcastach” widać ruch na polskim rynku wśród polskich producentów. Powstają nowe aplikacje do prowadzenia webinarów, które starają się dorównać tym najlepszym.
Może 2011 przyniesie nam ciekawą walkę konkurencyjną na rynku i ciekawe oferty. Zobaczymy …